Kontakt Adresy i wykazy Ogłoszenia Praca Sprawy A-Z
ZUW Szczecin - Centrum prasowe - Aktualności - Poznaj administrację zespoloną – zachodniopomorski komendant wojewódzki PSP

2012-09-03

Poznaj administrację zespoloną – zachodniopomorski komendant wojewódzki PSP

Prywatnie – miłośnik sportów walki i dalekich podróży. Służbowo – zachodniopomorski komendant wojewódzki Państwowej Straży Pożarnej. Nadbrygadier Henryk Cegiełka opowiada o pracy strażaka – testosteronie, strachu i… ratowaniu kotów.

Gdzie nikt nie może, tam straż pośle!

 

Magdalena Walendowska: Czy straż pożarna to tylko gaszenie pożarów?

nadbryg. Henryk Cegiełka: Straż pożarna to myląca nazwa. Powinniśmy się raczej nazywać formacją ratowniczą. W krajach rozwiniętych ilość pożarów jest mniejsza od ilości innych zagrożeń. Pożary zostały ograniczone na drodze prewencji, stosowania przepisów budowlanych, górnictwa itp. W tej chwili pożary stanowią tylko 40% zdarzeń, w których uczestniczymy.

 

Czym zatem zajmuje się Państwowa Straż Pożarna?

PSP została powołana jako formacja do walki z pożarami, klęskami żywiołowymi i innymi miejscowymi zagrożeniami, na przykład powodziami. Mamy również obowiązki związane z ratownictwem chemicznym, ekologicznym, wysokościowym czy wypadkami komunikacyjnymi. Wtedy jesteśmy jednostką wiodącą, czyli organizujemy i prowadzimy działania ratownicze.

 

Jednostką wiodącą przy wypadkach samochodowych? Wszyscy myślą, że to policja.

Mało kto wie, że podczas wypadków drogowych, w których na przykład doszło do zderzenia pojazdów, strażak kieruje akcją do momentu usunięcia zagrożenia. Są to duże kompetencje, ale także duża odpowiedzialność. Nie ma dwóch takich samych zdarzeń, również każdy pożar jest inny. Trzeba myśleć nieszablonowo. Jest to ciekawa praca, ale także bardzo odpowiedzialna i stresująca.

 

W jakich przypadkach straż pożarna jest jednostką pomocniczą?

Wtedy, kiedy zdarzenie prowadzi inna służba, a my pomagamy naszym sprzętem, ale czasami także gdy nie wiadomo, kogo wysłać! Jeśli jest jakieś nietypowe zdarzenie, które nie wiadomo, komu przypisać, wtedy przeważnie strażacy się za nie zabierają.

 

Jakie zadania PSP są najtrudniejsze?

Dla mnie są to zawsze akcje ratownicze. Każde duże zdarzenie, pokazuje nam nasze niedoskonałości i wskazuje kierunki rozwoju. Lubię akcje, w których trzeba podejmować działanie natychmiastowo poprzez analizowanie szeregu różnych elementów. Podoba mi się wprowadzanie tych działań w życie. Efekty są przecież od razu widoczne!

 

 

 

Kiedy się wymięka…

 

Czy pamięta Pan swoją pierwszą akcję?

To działo się w Chojnie.  Doszło do pożaru domu dwurodzinnego, w którym spaliła się starsza pani, która korzystała z kuchenki elektrycznej. Kuchenka stała koło łóżka i przewróciła się spiralą grzejną na dywan, co spowodowało wypalenie dziury o średnicy około 1 metra, przez co zawalił się jeden poziom. Pani zginęła w sposób drastyczny, miała upalone kończyny do łokci. Stała przy oknie, widocznie chciała uciec, ale już nie dała rady. Większość ofiar śmiertelnych podczas pożaru to ludzie, którzy się zatruli gazami pożarowymi. Czasem wystarczy jeden oddech i człowiek traci przytomność, a następnie ginie w płomieniach. To była bardzo trudna akcja, nic nie udało się zrobić, poza uratowaniem części budynku. Długo analizowałem to zdarzenie, nawet mi się ono śniło. Wiele akcji zostanie ze mną do końca życia. Czasem wracam do nich w wyobraźni. Taka specyfika służby.

 

To musi być stresująca służba.

Tak, zwłaszcza gdy dochodzi do zdarzeń z udziałem dzieci. Amerykańscy badacze dowiedli, że w sytuacjach, w których poszkodowane są dzieci, wielokrotnie kojarzymy je z własnymi. Jeżeli ofiara jest podobna do naszego bliskiego – nie ma silnych, po prostu  się wymięka. Lekarze też nie mogą operować swoich bliskich, bo podchodzą do tego zbyt emocjonalnie. My musimy działać bez emocji. Nie jest to proste. Niektóre zdarzenia są bardzo traumatyczne. Miałem przypadek, w którym zdjąłem ze służby w trybie natychmiastowym całą jednostkę. Okazało się, że w wypadku drogowym zginęła córka strażaka, którą wszyscy znali. Dla ich psychiki to było nie do wytrzymania. Współpracujemy z psychologiem, który wtedy też pomagał. Obecnie taka pomoc nie jest już sprawą tabu. Kiedyś uważano, że to nie wypada, że psychologa potrzebują tylko cieniasy, słabeusze. To się zmienia.

 

Czy strażacy się boją?

Tego się nie da opisać. To trzeba przeżyć. Te emocje to zbiór różnych elementów, które działają pobudzająco, uruchamiają intuicję. Chęć pomocy, huk, rumor, czasem krzyki, wołanie o pomoc – to wszystko podnosi poziom adrenaliny. Druga fala emocji przychodzi po akcji. Gdy zaczynamy analizować, dochodzi do nas, że mogliśmy nie wrócić, a rodzina mogła nas odebrać z kostnicy. To są trudne zdarzenia. Ogień to żywioł, który jest nieprzewidywalny.

 

Jak wygląda zatem kwestia bezpieczeństwa strażaków?

Parę lat temu w Katowicach był przypadek strażaków, którzy zlekceważyli zwykły pożar mieszkania. Mieli nie do końca dopięte aparaty powietrzne. Zbagatelizowali  tę sytuację, bo tylko dogaszali mieszkanie. Dwóch z nich zginęło przez brak szacunku do tego, co się może zdarzyć. Nie ma sytuacji bezpiecznych w tej pracy. Jest ona nieprzewidywalna. Z drugiej strony – bardzo ciekawa zwłaszcza z perspektywy mężczyzny.

 

Dlaczego właśnie mężczyzny?

Jest coś w naturze ludzkiej, zwłaszcza w naturze facetów, takich trochę prymitywnych zwierzaków, że idą tam, gdzie nie powinni i robią to, czego robić nie można. To podnosi poziom testosteronu. Trzeba szybko myśleć i szybko podejmować decyzje. Jest nacisk otoczenia, bo każdy sądzi, że wszystko wie i że jest najmądrzejszy. Trzeba się uodpornić.

 

 

 

Szklanki drżą!

 

Komenda Wojewódzka PSP to także urząd. Czy mają państwo typowo biurowe zadania?

To działalność kontrolno-rozpoznawcza. Kontrolujemy przestrzeganie przepisów i rozpoznajemy możliwość prowadzenia akcji ratowniczej. Mamy zadanie nadzoru nad przepisami przeciwpożarowymi, wyrażamy opinie odnośnie nowych inwestycji. Oczywiście przepisy te oparte są na prawie budowlanym i związane są one z głównie z ewakuacją. My zajmujemy stanowisko, które trafia do inspektora nadzoru budowlanego i to on decyduje o dopuszczeniu obiektu. W naszym województwie mamy także wiele lasów. Współpracujemy z leśnikami i opiniujemy plany zabezpieczenia pożarowego lasów.

 

Z czym najczęściej związane są nieprawidłowości?

Z warunkami ewakuacji. Polskie przepisy są restrykcyjne, ale skuteczne. Każda osoba, która wejdzie do centrum handlowego, musi się czuć bezpiecznie i wiedzieć, że w razie wypadku, będzie mogła spokojnie wyjść na zewnątrz. Dużo spraw dotyczy przystosowania istniejących już obiektów do nowych funkcji. Nasze województwo to rejon turystyczny. Inwestorzy na wybrzeżu starają się przerobić każdy obiekt na pensjonat czy hotel. Tymczasem inne wymagania stosowane są w przypadku mieszkań, a inne w przypadku ośrodków wypoczynkowych. W mieszkaniach znajdują się osoby, które dobrze znają to miejsce i z zamkniętymi oczami w razie wypadku, będą wiedziały, jak wyjść. W hotelach przebywają osoby obce. Taki obiekt musi być inaczej przystosowany, wyjścia ewakuacyjne i dojścia do nich muszą być odpowiednio oznaczone. Spotykamy się często z zarzutem, że wcześniej ten budynek świetnie funkcjonał, a my teraz wymyślamy. Jednak gdy zmienia się rola obiektu, zmieniają się i wymagania. Inne jest wtedy zagrożenie i dotyczy ono innych osób.

 

Czy budynek Komendy Wojewódzkiej PSP w Szczecinie jest bezpieczny?

Tak, choć może pozornie się taki nie wydawać. Ma on ponad 105 lat i gdy go przejęliśmy był w fatalnym stanie. Komendant Kowalski zaprosił mnie wtedy do współpracy, jako zastępcę i w ramach projektu unijnego zaczęliśmy budynek odnawiać. Jak widać, wygląda on już atrakcyjnie, choć jak mówiłem, zdarzają się niespodzianki. Kiedyś mój gość czekał chwilę na mnie w moim biurze. Gdy wróciłem, był przerażony. Zobaczył, że jak przejeżdżał tramwaj, w pokoju drżały szklanki. Musiałem go uspokajać i zapewniać, że się nie zawalimy.

 

 

 

998 – na ratunek kotom?

 

Jaki numer musimy wykręcić, żeby się dodzwonić do PSP?

998! Nawet jeśli się pomylimy i wykręcimy numer policji zamiast straży to i tak zostaniemy przekierowani. Ważne jest, żeby w ogóle zadzwonić. Gdy ktoś widzi dym i informuje nas, zawsze to sprawdzamy. Gdy okaże się, że nie jest to nic poważnego, dziękujemy za zgłoszenie i nie wyciągamy żadnych konsekwencji.

 

Czy zdarzają się nietypowe zgłoszenia?

Gdy byłem na studiach zostaliśmy wezwani w sylwestra do zgłoszonego pożaru. Zajeżdżamy na miejsce, otwiera pani. My uzbrojeni, jednak nie widzimy dymu. Pytamy się, czy to na pewno dobry adres i gdzie jest ogień. – Nie pali się, ale tak sama siedziałam to chciałam, żeby ktoś przyjechał… - odpowiada pani. Skończyło się oczywiście mandatem. Zgłoszenia bywają różne. Dotyczą też zwierząt. Ostatnio pani wezwała straż pożarną, twierdząc, że wystąpiło u niej zagrożenie szerszeniami. Strażacy przyjeżdżają, ale nie widzą żadnego roju, więc pytają, gdzie szukać. – Wie pan, coś mi tutaj brzęczy. To musi być szerszeń! – mówi pani z pełnym przekonaniem. Mimo chęci, strażacy niczego nie znaleźli.

 

Czy strażacy naprawdę ratują koty na drzewach?

Faktycznie pomagamy zwierzętom, na przykład przymarzniętym łabędziom lub kaczkom. Uczestniczyłem kiedyś w akcji, w której jechaliśmy do kota, który siedział dwa dni na drzewie. Kiedy rozłożyliśmy sprzęt, kot samodzielnie z drzewa zszedł i od razu wszedł na kolejne…

 

Czy na 998 dzwonią także dzieci?

Kiedy dziecko zadzwoni i nie uda się uzyskać od niego informacji, gdzie mieszka to i tak można reagować, na przykład poprzez identyfikację numeru dzwoniącego lub umiejętną rozmowę dyspozytora. W przypadku dzieci ważna jest zresztą profilaktyka. Cyklicznie w szkołach przed sezonem letnim uczymy najmłodszych, jak się zachować, by nie spowodować pożaru i co zrobić, gdy coś złego dzieje się w domu. Rodzice również powinni być przykładem. Jeśli sami naprawiają instalację drutem to trudno, żeby ich dzieci postępowały inaczej. Według danych z Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskach 80% poparzeń nie wynika z pożarów, ale ze zwykłych działań domowych. To często głupota ludzka. Powtarzana fraza: „jakoś to będzie” – się mści.

 

 

 

Dla prawdziwych facetów

 

Czy jako mały chłopiec marzył pan o byciu strażakiem?

Moja odpowiedź może być zaskakująca, ale zupełnie o tym nie myślałem. Pomysł ten powstał dopiero po szkole średniej. Kończyłem Technikum Mechanizacji Rolnictwa, po którym mogłem bez egzaminów dostać się na studia o tym samym profilu. Jednak to mnie nie interesowało. Pochodziłem z niezamożnej rodziny i moich rodziców nie było stać na stancję. Musiałem więc szukać szkoły, która w sposób całkowity pokryłaby koszty utrzymania. Oglądałem informator i na ostatniej stronie zobaczyłem szkołę pożarniczą. Pomyślałem:  „Strażak – ciekawa praca, nie za biurkiem, ciągle coś nowego, to jest coś dla prawdziwych facetów!”  Wtedy to Komenda Wojewódzka wysyłała na studia. Tam zdecydowanie odradzano mi ten wybór. Mówiono, że nie mam szans dostać się do takiej szkoły – jedynej w Polsce, jednej z trzech w Europie. To mnie zmobilizowało!

 

Zmobilizowało? Wielu by się zniechęciło.

Chciałem pokazać, na co mnie stać. To była ogromna, tytaniczna praca. Przed egzaminami uczyłem się codziennie po szkole 8 godzin. W dni powszednie jechałem nad jezioro i pływałem kilometr, a także ćwiczyłem siłowo. Udało się. Nie wiem, komu mam dziękować, bo nie pamiętam, kto mi wtedy odradzał, ale jego działania były skuteczne. Zostałem strażakiem. Wybrałem ten zawód z rozsądku i pokochałem go. W przyszłym roku mija 30 lat służby. W tym czasie spotkałem bardzo dużą rzeszę ludzi pozytywnie nakręconych, sympatycznych, otwartych. Trafiłem na wiele życzliwych osób – każdy z nich wniósł do mojego doświadczenia swoją „cegiełkę”.

 

Po szkole nie został pan jednak od razu komendantem.

Na początku trafiłem do wojska jako oficer. Później działałem w Chojnie, gdzie udało mi się utworzyć punkt operacyjny. Byłem koordynatorem południowej części powiatu gryfińskiego. To była prawdziwa szkoła życia, bo jeździłem do wszystkich zdarzeń. Współpracowałem z ochotnikami, gdyż działała tam jedynie OSP. Miałem ponad 250 wyjazdów w ciągu roku.

 

Czym się różni praca z ochotnikami od pracy z ze strażakami zawodowymi?

PSP to pragmatyka służbowa, prosty układ zawodowy. OSP to stowarzyszenia, ludzie, którzy podejmują się działań dobrowolnie. Pracując z nimi, trzeba robić to umiejętnie. Nie można wydawać poleceń i straszyć konsekwencjami. Takich konsekwencji się przecież nie wyciągnie. Trzeba ich zachęcać do pracy. Gdy zaczynałem służbę, pracowałem z ochotnikami, którzy byli ode mnie starsi. Czasami używali argumentów: Ciebie jeszcze na świecie nie było, jak ja gasiłem pożary. Co ty możesz wiedzieć. Musiałem wyrobić sobie szacunek, pokazać, że jestem partnerem.

 

Kiedy został pan komendantem?

23 stycznia 2008 zostałem powołany na komendanta. Parę godzin później dostałem sygnał, że w Mirosławcu spadł samolot. Pojechaliśmy wtedy na miejsce razem z wojewodą i zaczęliśmy pracę.

 

 

 

Strażacy? Nie są normalni!

 

Komenda Wojewódzka PSP to administracja zespolona. Jaki jest jej związek z wojewodą?

Zgodnie z ustawą wojewoda wykonuje zadania Państwowej Straży Pożarnej na terenie województwa przy pomocy komendanta wojewódzkiego PSP. Z urzędem wojewódzkim współpracujemy przy takich zdarzeniach jak powodzie, awarie energetyczne, tragiczne pożary i tym podobne. Komendanta wojewódzkiego powołuje minister na wniosek komendanta głównego po uzyskaniu zgody wojewody.

 

W jaki sposób można zostać strażakiem?

Jeżeli chodzi o ochotników, trzeba mieć dobry stan zdrowia i chęci. Na strażaków zawodowych są ogłaszane nabory w poszczególnych powiatach. Należy wtedy złożyć odpowiednie dokumenty, przejść test sprawności fizycznej oraz wykazać się w czasie rozmowy kwalifikacyjnej. W Komendzie Wojewódzkiej i w powiatach są też pracownicy cywilni na przykład kadrowcy czy finansiści. Oni też są wybierani w konkursie.

 

Czy to trudna praca?

To sposób życia i to trudnego życia. Trzeba poświęcać weekendy i czas wolny. Spotykać się z ochotnikami, uczyć ich i uczyć się od nich. To się odbywa kosztem rodziny. Nie wiem, czy za chwilę nie będę musiał włożyć ubrania bojowego i jechać do jakieś akcji. Nie wiem, czy będę miał wolne popołudnie. Nie mogę niczego zaplanować.

 

Muszą być jednak jakieś plusy, bo są tacy, którzy się decydują…

Strażacy są zintegrowaną grupą społeczną. Łączy nas cel, zagrożenie i bezinteresowność.  Mamy strażaków, którzy po służbie zawodowej, wracają do domu i są ochotnikami. Tu nie chodzi o pieniądze. To właśnie świadomość pomocy komuś, uratowania życia daje największą satysfakcję. To jest naprawdę budujące. W tej pracy trzeba na sobie polegać. Ja decyduję o życiu i bezpieczeństwie kolegi z przodu, a ten, co stoi za mną, decyduje o moim bezpieczeństwie. Musimy sobie ufać, wchodząc do płonącego budynku, działając na wysokości czy idąc po grząskim gruncie. Gdy przebywa się w środowisku strażaków naprawdę czuję się tę atmosferę. To nie są normalni ludzie! Więcej dają z siebie niż otrzymują i jeszcze im to sprawia radość…



Komenda Wojewódzka Państwowej Straży Pożarnej w Szczecinie

ul. Firlika 9/14

71-637 Szczecin

kancelaria@szczecin.kwpsp.gov.pl

www.szczecin.kwpsp.gov.pl


Lista załączników:

Lp.Tytuł załącznikaTypRozmiarZmodyfikowany
1
Cykl "Poznaj administrację zespoloną"
format pliku html .html
kB
2012-09-03, 09:18:15
2
Zachodniopomorski wojewódzki lekarz weterynarii - Tomasz Grupiński
format pliku html .html
kB
2012-09-03, 09:18:53


Galeria zdjęć:

Zachodniopomorski Komendant Wojewódzki PSP nadbryg. Henryk Cegiełka
178.8 kB
768 x 960 pix
cofnij do druku na górę