Kontakt Adresy i wykazy Ogłoszenia Praca Sprawy A-Z
ZUW Szczecin - Centrum prasowe - Aktualności - Poznaj administrację zespoloną – zachodniopomorski wojewódzki lekarz weterynarii

2012-08-20

Poznaj administrację zespoloną – zachodniopomorski wojewódzki lekarz weterynarii

Właściciel wielkiego, leniwego kota, fan majsterkowania i podróżnik. Uwielbia Dostojewskiego i Norwida, w wolnym czasie maluje. Prowadził programy telewizyjne takie jak: „Dom Pełen Zwierząt”, „Zielona klinika” oraz „Telewizyjne Technikum Rolnicze – Produkcja Zwierzęca”. Tomasz Grupiński – od 12 lat Zachodniopomorski Wojewódzki Lekarz Weterynarii opowiada o prawach zwierząt, szczepionce przeciw białaczce oraz o współpracy z wojewodą.

Weterynarz nie tylko leczy

 

Magdalena Walendowska: Co ma wspólnego praca Zachodniopomorskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii z weterynarzem, do którego przychodzimy z naszymi zwierzętami?

Lek. wet. Tomasz Grupiński: Tak naprawdę niewiele. Lekarze weterynarii, z którymi spotykamy się na co dzień w gabinetach weterynaryjnych, to osoby działające na własny rachunek, zajmujące się przede wszystkim leczeniem i profilaktyką chorób zwierząt. Praca w inspekcji weterynaryjnej jest obszarem, który jest bardzo istotny ze względu na bezpieczeństwo państwa i nie ma nic wspólnego z lecznictwem weterynaryjnym.

 

Pan jednak też zajmuje się chorobami zwierząt.

Tak, ale w zupełnie innym zakresie. Nasze zadania polegają na monitorowaniu, zapobieganiu i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt.

 

Wszyscy kojarzymy wściekliznę. W jaki sposób się jej zapobiega?

Jeszcze kilkanaście lat temu w naszym województwie notowano 250 i więcej przypadków wścieklizny u zwierząt rocznie. W 1993 roku w województwach położonych wzdłuż zachodniej granicy wprowadzono powszechne szczepienia lisów wolno żyjących. Dwa razy w roku, w akcji wiosennej i jesiennej rozrzucamy szczepionki, wykorzystując do tego celu samoloty. Dzięki temu od wielu lat w naszym województwie nie diagnozujemy już w ogóle tej choroby.

 

Czy udało się zwalczyć jakieś inne choroby zakaźne?

Jednym z naszych dawnych zadań było zwalczanie podstawowych chorób zakaźnych, takich jak na przykład gruźlica czy bruceloza u zwierząt. Obecnie już ich właściwie nie ma. Oczywiście cały czas monitorujemy sytuację. Bardzo ważny jest także prowadzony od kilku lat program zwalczania salmonelli w stadach drobiu. Choć zdarzają się jeszcze pojedyncze wypadki tej choroby, możemy powiedzieć, że już zrealizowaliśmy założenia tego programu. Wystarczy porównać sygnały dotyczące zakażenia pałeczkami salmonelli u ludzi jeszcze 10 lat temu z obecnymi.

 

Czy zwierzęta chorują na takie same choroby co ludzie?

Oczywiście. Ciekawym przykładem jest białaczka, która występuje praktycznie u wszystkich zwierząt. U człowieka do dziś mamy dużo wątpliwości, co jest bezpośrednią jej przyczyną. Na pewno są to przyczyny o charakterze chemicznym, termicznym, radiologicznym oraz wirusologicznym. Podobnie jest u zwierząt. Białaczka o charakterze zakaźnym występuje często u kotów. Wiele lat temu udało się jednak stworzyć odpowiednią szczepionkę i dzisiaj ta choroba zanika. Ludzie muszą na taki typ profilaktyki i leczenia niestety jeszcze poczekać. Na człowieku nie możemy ze względów etycznych posuwać się za daleko z doświadczeniami, dlatego wbrew pozorom u zwierząt wiele rzeczy wprowadzanych jest szybciej.

 

Jakie jeszcze zwierzęta chorowały na białaczkę?

Gatunkiem dotkniętym przez białaczkę bardzo często było bydło. Wystarczy wspomnieć, że w czasach istnienia PGR-ów chorowało nawet do 90% stad. Dopiero 30 lat temu udało się udowodnić, że białaczka bydła ma pochodzenie zakaźne, wirusowe. W województwach zachodnich zwalczanie choroby rozpoczęło się pod koniec lat 80. Obecnie w naszym województwie białaczka praktycznie już nie występuje, ale zachodniopomorskie nie jest jeszcze uznane za urzędowo wolne od tej choroby. Dlaczego? Jest w nim mała ilość stad, jednak są one duże. Jeżeli w danym powiecie jest 100 stad i tylko w jednym z nich trafi się pojedyncza krowa reagująca na test białaczkowy, oznacza to, że 99% stad jest wolnych od białaczki, ale 1% nie jest. Przepis mówi, że aby uznać dany region za wolny od białaczki, procent musi wynosić 99,8%.  W związku z tym czasem wystarczy, że zachoruje jedno zwierzę w powiecie, a już nie możemy powiedzieć, że region jest urzędowo wolny od tej choroby.

 

 

 

Od wideł do widelca

 

Choroby zakaźne to nie jedyne zadanie inspektoratu.

Zajmujemy się także żywnością pochodzenia zwierzęcego.

 

Żywnością? Wszyscy myślą, że żywność to sanepid.

No właśnie! Tymczasem blisko 70% żywności znajdującej się na rynku kontroluje Inspekcja Weterynaryjna. Prawie każdy mówi, że bezpieczeństwo żywności to zakres sanepidu. Kompetencje jednak mamy nieco inne. My kontrolujemy wszystkie produkty pochodzenia zwierzęcego – mięso i wyroby mięsne, mleko, sery, kiełbasy, ryby, krewetki, kawior, a także np. pizze z dużą ilością dodatków mięsnych. Inspekcja sanitarna zajmuje się produktami spożywczymi pochodzenia roślinnego i tą żywnością, która już trafiła do handlu. Na opakowaniach produktów, które wychodzą spod naszego nadzoru umieszczany charakterystyczny owalny znak z napisem „PL”, numerem zaczynającym się od kodu województwa oraz literami WE.

 

Dlaczego zatem lekarz weterynarii musi zajmować się żywnością?

Trzeba pilnować wszystkiego – od pola do stołu. Kiedyś żywność produkowało się inaczej. Produkt poddawało się sterylizacji na końcu i dopiero kiedy wychodził z zakładu, był sprawdzany pod kątem bezpieczeństwa. Teraz kontrolujemy produkcję żywności od samego początku. Ze złego surowca nie da się bowiem wyprodukować dobrego produktu. Natomiast z dobrego surowca można wyprodukować albo dobry albo zły produkt. Jeżeli więc już na polu są nieprawidłowości, nie można ich już poprawić w czasie obróbki. Niektórzy więc mówią: co trafia na widły u rolnika, trafia na nasze widelce.


Jak zatem wygląda nadzór żywności?

Musimy sobie uświadomić, że jest to naprawdę długi proces. Kontrolujemy wszystko od początku do finalnego produktu. Nie ma zdrowego mięsa, mleka, jaj bez zweryfikowania produkcji pasz. Od tego, czym są zwierzęta karmione, zależy ich zdrowie, a w konsekwencji produkt spożywczy, który zjemy. Jeśli do pasz trafią toksyny, mogą one pojawić się później w mięsie, serach czy jajach spożywanych przez ludzi. Od zwierząt systematycznie pobieramy także krew lub mocz, żeby sprawdzić czy na przykład nie stosuje się niedozwolonych hormonów, leków czy innych związków, stymulujących na przykład wzrost zwierząt. Do tego celu wykorzystujemy nasze laboratoria weterynaryjne.

 

Jak wygląda taka diagnostyka laboratoryjna?

W naszym województwie mamy dwa duże laboratoria – Zakład Higieny Weterynaryjnej w Szczecinie i jego oddział w Koszalinie. Oba zatrudniają blisko 90 osób i wykonują wiele badań z zakresu chorób zwierząt, produktów spożywczych pochodzenia zwierzęcego oraz mikrobiologii pasz. Takie badania mają między innymi sprawdzić, czy do pasz nie są dodawane mączki mięsne. Wszyscy pamiętamy, co się stało w Wielkiej Brytanii, kiedy to tysiące sztuk bydła zachorowało na chorobę potocznie nazywaną chorobą szalonych krów. Człowiek z chęci zysku zmusił zwierzęta roślinożerne do kanibalizmu, poprzez dodawanie do pasz mączek mięsno-kostnych. To się zemściło – pojawiło się BSE.

 

Jak wyglądają obecnie zachorowania na tę chorobę?

Do tej pory przez 12 lat zdiagnozowano w Polsce 74 przypadki. Są to pojedyncze zdarzenia. W Wielkiej Brytanii mówiliśmy o dziesiątkach tysięcy. Panika i tak była powszechna, również u nas w wyniku braku rzetelnej wiedzy. Podobnie było przecież z ptasią czy też świńską grypą. Komentowano, że zakażą się i umrą na nią również setki tysięcy, o ile nie miliony ludzi. Okazało się nie po raz pierwszy, że sytuacja epidemiologiczna choć bywa niebezpieczna, nie jest aż tak groźna.

 

Jakie nieprawidłowości wykrywa się najczęściej w trakcie kontroli?

Najwięcej nieprawidłowości dotyczy zwykle higieny i bezpieczeństwa produkcji środków spożywczych. Zawsze się zdarzy, że w danym zakładzie jest niewystarczająco czysto lub ktoś jest nieprawidłowo ubrany. Ważne jest jednak trafne wskazanie w zakładzie produkującym żywność tak zwanych krytycznych punktów, które są istotne dla bezpieczeństwa środków spożywczych. Mówi się także o zasadzie kroku w przód i kroku w tył. Sprawdzamy, czy ten, kto zajmuje się produkcją, ma dokładne dane dotyczące pochodzenia produktów oraz czy wie, do kogo dany produkt trafi. W razie pojawienia się sytuacji kryzysowej – producent ma obowiązek szybko i skutecznie wycofać szkodliwe produkty i ustalić źródło niebezpieczeństwa. Jeżeli na przykład w cukierni w ciastku stwierdzimy salmonellę, szybko możemy stwierdzić, skąd były brane jaja, z których ciastko powstało. Proszę zwrócić uwagę, że na jajach umieszczone są napisy, które pozwalają zidentyfikować producenta i typ produkcji. Każdy szczegół ma tutaj znaczenie.

 

 

 

Nasi mniejsi bracia

 

Jak wygląda kwestia ochrony zwierząt?

Dbamy o to, żeby zwierzęta były trzymane w dobrych warunkach. Każdego człowieka powinien cechować szacunek do naszych mniejszych braci. Zwierząt nie można głodzić, zniewalać, bić. Coraz lepiej służby reagują na takie przypadki i zdarzają się już nawet wyroki sądowe w tych sprawach.

 

Kto może zgłosić się do inspektoratu, jeśli zauważy, że źle traktuje się zwierzęta w jego otoczeniu?

Każdy, kto zauważy przypadki złego traktowania lub znęcania się nad zwierzętami. Można to zrobić bezpośrednio, a także internetowo lub telefonicznie. Takie przypadki zgłaszają również organizacje samorządowe. Z wieloma bardzo dobrze się nam współpracuje. Trzeba jednak pamiętać, że musimy działać w granicach prawa. Ustawa o ochronie zwierząt mówi, że złe traktowanie zwierząt jest przestępstwem. W efekcie nie zawsze można szybko i skutecznie przeciwdziałać tym zjawiskom. Nie możemy na przykład nałożyć mandatu na właściciela, który w niewłaściwych warunkach trzyma psa. Takie przypadki muszą być zgłaszane organom ścigania. I tu pojawia się problem – jeśli na przykład prokurator uzna, że jest to sprawa o małej szkodliwości społecznej, to ją umarza. Czasami podobnie postępuje sąd. Sprawy wleką się nieraz miesiącami, a sytuacja zwierząt do czasu rozstrzygnięcia pozostaje nie do pozazdroszczenia. W drastycznych przypadkach można odebrać zwierzę właścicielowi, ale to też nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem.

 

Czy przepisy unijne pomagają?

Oczywiście, zwłaszcza te, które dotyczą kwestii związanych ze swobodnym przemieszczaniem środków spożywczych, pasz i zwierząt wewnątrz Wspólnoty Europejskiej. Mamy programy, które pozwalają stwierdzić, gdzie trafiają zwierzęta i jak są transportowane. Na terenie Unii Europejskiej istnieją specjalne punkty, w których transporty zwierząt muszą się zatrzymywać. Zwierzęta są wtedy rozładowywane, aby mogły odpocząć, zostać napojone i nakarmione. To już nie te dawne, barbarzyńskie warunki przewozów. To, co dosyć często pojawia się w mediach, nie zawsze jest prawdą – te brutalne filmy mają często po kilkanaście lat. Oczywiście zdarzają się nadużycia i przypadki karygodnego postępowania. Wtedy takim osobom odbiera się uprawnienia do transportu zwierząt.

 

Jak wygląda kwestia kontroli schronisk dla zwierząt?

Kontrolujemy schroniska, wystawy, punkty gromadzenia zwierząt czy pokazy zwierząt w cyrkach. I tam zdarzają się przypadki łamania praw zwierząt. Niektóre schroniska są przepełnione. W świecie zwierząt panują jednoznaczne prawa. Zwierzęta, które znalazły się w stadzie zawsze muszą ustalić hierarchię i walczyć o swoją pozycję, w związku z tym tak często zdarzają się pogryzienia, okaleczenia, a nawet zagryzienia. Z drugiej strony, w mediach często pojawiają się zdjęcia wychudzonych zwierząt. Tak naprawdę często zwierzę właśnie w takim stanie trafia do schroniska. Nie ma przecież szans, żeby przywiezione okaleczone, zagłodzone psy szybko wróciły do pełnej kondycji i zdrowia. Oczywiście zdarzają się patologie. Czasem schroniska funkcjonują jak maszynki do robienia pieniędzy. Otrzymując pieniądze od gmin na utrzymanie każdego nowego zwierzęcia, robią wszystko, aby w schronisku upchnąć jak najwięcej zwierząt. W skrajnych przypadkach zdarza się, że psy są masowo poddawane eutanazji, a nawet wypuszczane, aby tylko zrobić miejsce na nowe zwierzęta, które dostarczą kolejną porcję gotówki. To są wyjątkowe wypadki, ale tak karygodne, że muszą znaleźć swój finał w sądzie.

 

 

Nie można się nudzić

 

W jaki sposób praca wojewódzkiego lekarza weterynarii łączy się z wojewodą?

Jesteśmy administracją zespoloną. Wojewoda jest moim pracodawcą. Z wojewodą współpracujemy przede wszystkim przy zadaniach o charakterze kryzysowym, na przykład przy wybuchu ognisk chorób zakaźnych. Kilka lat temu wystąpiło zagrożenie pryszczycą z Wielkiej Brytanii. Musieliśmy chronić granice, a sami byśmy tego nie zrobili. To dzięki wojewodzie możemy koordynować nasze postępowania w sytuacjach kryzysowych, współdziałać z policją, strażą pożarną, wojskiem i innymi służbami. Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego informuje nas na bieżąco o istotnych dla nas zdarzeniach, na przykład o wypadkach z udziałem samochodów, które transportują zwierzęta lub o zagrożeniach powodziowych. To wszystko pozwala na szybkie i skuteczne przeciwdziałanie zagrożeniom.

 

Które z zadań inspektoratu jest najciekawsze?

Każde zadanie przynosi codziennie coś nowego. W tym zawodzie nie można się nudzić. Na pewno ciekawym aspektem naszej działalności jest współpraca międzynarodowa. Współpracujemy bardzo ściśle między innymi z Brandenburgią. Spotykamy się dwa razy w roku z tamtejszym Landowym Lekarzem Weterynarii i jego służbami i wymieniamy informacje na temat różnorodnych zdarzeń. Udało się nam razem opracować system powiadamiania w sytuacjach kryzysowych. Choroby nie znają przecież granic. Ostatnio bardzo satysfakcjonująca jest także współpraca z Meklemburgią oraz 11 gminami szwedzkimi w ramach programu South Baltic, finansowanego z Unii Europejskiej „Higiena i bezpieczeństwo żywności w regionie Morza Bałtyckiego”. Jego celem jest ujednolicenie interpretacji unijnych przepisów i postępowań organów odpowiedzialnych za bezpieczeństwo zdrowia publicznego tak, aby producenci i przetwórcy żywności byli traktowani w różnych krajach jednakowo, a konsumenci czuli się bezpieczni.

 

Co trzeba zrobić by dostać pracę w inspektoracie?

Jesteśmy w służbie cywilnej, więc nie można do nas po prostu przyjść i powiedzieć, że chce się tu pracować. Obowiązuje nas tryb konkursowy. Zatrudniamy głównie lekarzy weterynarii, ponieważ ich wiedza w zakresie zadań przez nas realizowanych jest kompleksowa. 

 

Czy trzeba mieć jakieś szczególne predyspozycje do wykonywania tego zawodu?

Nasz zawód jest zawodem zaufania publicznego. Kończąc studia i rozpoczynając pracę zawodową składamy przysięgę. W pracy musimy przestrzegać Kodeksu Etyki Lekarza Weterynarii. Każdy z nas, żeby móc wykonywać swój zawód, musi być członkiem Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Przestrzegania kodeksu pilnuje rzecznik odpowiedzialności zawodowej i sąd lekarsko-weterynaryjny. Już od ośmiu lat pełnię funkcję krajowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej, jestem więc takim prokuratorem dla wszystkich lekarzy weterynarii pracujących w Polsce – i tych wykonujących swój zawód prywatnie, jak i zatrudnionych w Inspekcji Weterynaryjnej. W każdym zawodzie są osoby dobrze przygotowane do pełnienia swoich zawodowych obowiązków jak i ci, którzy pomylili się w swoim życiowym wyborze. Do tej pracy naprawdę trzeba mieć powołanie.

 

Wojewódzki Inspektorat Weterynarii w Szczecinie

71-337 Szczecin, ul. Ostrawicka 2

tel. (091) 48 98 200 faks: (091) 48 98 255

e-mail: sekretariat@wiw.szczecin.pl

http://www.wiw.szczecin.pl/

Godziny urzędowania: 7:15 – 15:15

 


Lista załączników:

Lp.Tytuł załącznikaTypRozmiarZmodyfikowany
1
Cykl wywiadów "Poznaj administrację zespoloną"
format pliku html .html
kB
2012-08-21, 13:04:28


Galeria zdjęć:

Zachodniopomorski wojewódzki lekarz weterynarii - Tomasz Grupiński
101.2 kB
819 x 1024 pix
cofnij do druku na górę